Aktualności

Olimpijczyk - Marcin Jurecki 11.11.1976 - 26.02.2008
2009-03-01 11:13:26
Marzeniem każdego zawodnika we wszystkich dyscyplinach sportu jest występ oraz możliwość godnego reprezentowania swojego kraju na Igrzyskach Olimpijskich.
Nasz klub AKS Białogard wraz z całym naszym miastem może poszczycić się tym, że jeden z naszych wychowanków, dzięki swojemu uporowi, ciężkiej pracy i zaangażowaniu szkoleniowców osiągnął ten najwyższy cel. Reprezentował nasz kraj na Olimpiadzie w Sydney w 2000 roku.
Marcin Jurecki – zodiakalny skorpion - urodzony 11 listopada 1976 roku w Połczynie Zdroju, absolwent średniej szkoły zawodowej. Pierwsze kroki na macie stawiał w swoim rodzinnym mieście Świdwinie, w klubie Technik Świdwin.
Barwy tego miasta reprezentował przez pięć lat do roku 1992, w którym to przeszedł pod skrzydła jednego z najwybitniejszych zawodników oraz trenerów białogardzkich zapasów trenera Andrzeja Szwenka. Od tego momentu w życiu Marcina otworzył się nowy rozdział.
Jego upór połączony z systematycznymi treningami i chęcią do walki zaowocował pierwszymi sukcesami na ogólnopolskich matach. Został zauważony przez trenerów narodowej kadry Polski. Zasilając jej szeregi wygrywał turnieje ogólnopolskie i co najważniejsze, przyszły pierwsze zwycięstwa na matach europejskich i światowych. Wielokrotny mistrz polski, uczestnik mistrzostw Europy i mistrzostw Świata.
Przełom w jego karierze nastąpił w 1999 roku, kiedy to na turnieju przedolimpijskim zajmuje drugie miejsce rezerwując sobie tym samym bilet na Igrzyska Olimpijskie.
Mamy rok 2000. Marcin Jurecki zajmuje ósme miejsce na Olimpiadzie w Sydney.
W tym samym roku Marcin wygrywa plebiscyt gazety "Głosu Koszalińskiego" na najlepszego sportowca roku. W 2003 roku ponownie zdobywa tytuł najlepszego sportowca roku w plebiscycie Głosu Pomorza.
Przychodzą następne sukcesy na matach polskich i światowych, dostaje propozycje walki w niemieckiej ekstralidze zapasów, gdzie wygrywa bardzo dużo pojedynków dla naszego zaprzyjaźnionego klubu z Niemiec.
Rok 2006 niesie za sobą wielkie i nieoczekiwane zmiany w karierze sportowej jak i w życiu prywatnym Marcina.
Mówi o sobie tak:
„Moje walki trwały maksymalnie 10 minut. Jeżeli okazywałem się sprytniejszy i przechytrzałem rywala, wygrywałem jeszcze szybciej.”
Teraz jednak jak się okazało stanął do najdłuższego i najcięższego starcia w swoim 30-letnim życiu.
Stawką tego pojedynku było życie. Jego życie!
Marcin Jurecki, ósmy zawodnik igrzysk olimpijskich w Sydney, akademicki mistrz świata, jeden z najlepszych "wolniaków” w Europie i w Polsce, odkrył znacznie groźniejszego rywala. To rak. Średnio złośliwy. Zaatakował po cichu. Znienacka.
Marcin, okaz zdrowia i siły, nawet nie spostrzegł, że w jego wnętrzu pojawił się śmiertelny wróg.
Silny do tej pory mężczyzna, który nigdy nie zawahał się stawić czoła żadnemu przeciwnikowi w jednej chwili stał się bezradny i bezbronny jak dziecko.
Dopiero jego żona Ania wyciągnęła go z letargu tłumacząc, że ma, dla kogo żyć i musi podjąć walkę za wszelką cenę.
Tak też postanowił zrobić, zebrał siły i zaczął walczyć, w sposób fizyczny, ale przede wszystkim też psychiczny.
Po niedługim czasie wiedział już o wrogu wszystko i co najważniejsze wiedział też, że walkę tę zwycięży. Za namową trenerów A. Szwenka i C. Jastreb dołączył do grona szkoleniowców AKSu aby podzielić się swoim ogromnym doświadczeniem z innymi zawodnikami.
Za cel postawił sobie doprowadzenie przynajmniej jednego z białogardzkich zapaśników do Igrzysk Olimpijskich, które odbyły się w Pekinie w 2008 roku, przeprowadził rozmowy z Wojtkiem Sadowskim i Kamilem Skakiewiczem. Wierzył, że przy ciężkiej pracy pod jego okiem, któryś z nich dostąpi zaszczytu walki na olimpijskich matach.
Miał też w planach pojechać do Pekinu jako szkoleniowiec swojego wieloletniego przyjaciela reprezentanta Tadżykistanu Yusupa Abdusalamova.
Niestety plany te dnia 26 lutego 2008 roku legły w gruzach. W godzinach porannych w klinice onkologicznej w Warszawie Jego światełko zgasło już na zawsze.
Walka Marcina trwała do samego końca. Wszyscy wierzymy, że pewnego dnia jego plany, dzięki wytężonej pracy jego podopiecznych, spełnią się i będziemy mogli powiedzieć:
Człowiek ten dopiął swego.

Aktualności »