Dobrze się wystraszyć w kinie

Ludzie uwielbiają straszne historie. Zostawmy psychologom rozważania, czego w nich szukamy, jaką potrzebę zaspokajają i zajmijmy się po prostu kinem grozy. Za pierwszy film z tego rodzaju uważa się dzieło Georg’a Meliesa pt. „Zdobycie bieguna”. Powstał on w roku 1912. Jednak prawdziwe mistrzostwo gatunek ten osiągnął wkrótce potem w Niemczech. Ekspresjonizm niemiecki do dziś urzeka. Filmy z tego nurtu czerpały z legend, historii niesamowitych o magii i upiorach. Wystarczy przywołać dwa znane miłośnikom gatunku filmy „Nosferatu symfonia grozy” i „Gabinet doktora Caligari”. W ślad za Niemcami poszli Amerykanie, choć za oceanem stawiano raczej na klasykę i adaptowano dzieła literackie, takie jak „Upiór opery” czy „Doktor Jakyll i Mr Hyde”. Ten okres w kinematografii nazywa się epoką monstrów. Gatunek filmu grozy, horroru, dojrzał wtedy i wykrystalizował się w formie znanej i kopiowanej do dziś. Kolejny krok w kinie grozy to wytwórnia Hammer Films z Anglii. Produkowała ona w latach pięćdziesiątych filmy klasy B, gdzie pomysłowość twórców zastępowała braki finansowe. Powstały tam na przykład filmy o zombi. W latach osiemdziesiątych pojawiły się filmy typu gore i sleashery. Charakteryzują się one ogromną brutalnością, hektolitrami krwi i ogólnym przekraczaniem dobrego smaku. Ale horrory mogą być też bardzo wysublimowane – wystarczy wspomnieć „Dziecko Rosemary” czy niedawny film „Inni”. Tam straszy nie potwór czy krew w dużych ilościach, ale atmosfera, mistrzowsko tworzona przez twórców.

Znalazłeś się tutaj dzięki współpracy z poniższym serwisem:

Both comments and pings are currently closed.
error: Content is protected !!